Chopin przez 3 lata załatwiał się w domu. W różnych miejscach, głównie pod nieobecność właścicieli. W swej szczytowej formie potrafił nawet wskoczyć na stolik i zrobić na nim kupę.

Prawdę mówiąc nie widziałam reguły w tym zachowaniu, więc postanowiłam podejść do problemu holistycznie. Najważniejszą częścią zmiany miała być jednak zwiększona kontrola jego przebywania w domu. Udało się, 3 tygodnie po spotkaniu dostałam miły telefon od właścicielki, że od momentu wprowadzenia środków zaradczych ustalonych podczas konsultacji „jak ręką odjął” Chopin przestał znaczyć w domu.

W nagrodę Chopin dostał kota, z którym próbuje wejść w komitywę. Ciekawe czy się dogadają…

Reklamy