Jedno jest pewne: nie ma idealnego przywołania. Pies to nie maszyna i nawet, gdy przepracujesz przywołanie awaryjne, to zdarzy się, że będziesz musiał gwizdnąć dwa, trzy razy zanim do Ciebie przybiegnie. Jestem sceptyczna też jeśli chodzi o przywołanie uczone na obroży elektronicznej. Wprawdzie prędzej przywołamy w ten sposób psa goniącego za królikiem, ale już nie mamy pewności, że bez obroży tego nie zrobi. Choć wielu w to wierzy.

Natomiast bez problemu, pracując z psem regularnie i w pozytywny sposób, możemy osiągnąć 90% przywołania, również w trudnych warunkach. Na przykład, gdy pies jest wśród innych psów lub ludzi, których uwielbia. Jak to zrobić?

Recepta na przywołanie

Po pierwsze: Uświadom sobie, że nauka dobrego przywołania to proces. Nie zrobisz tego w tydzień, nie zrobisz w miesiąc, może uda Ci się w rok.

Po drugie: Gdy już odpuścisz sobie wysokie oczekiwania wobec psa – Have Fun! – bądź dla psa atrakcją tak dużą, jak dla Ciebie było wesołe miasteczko w dziecińswie. Miej w zanadrzu dużo niespodzianek i stopniuj atrakcje.

Po trzecie: nie przepuszczaj żadnej okazji, by ćwiczyć. Im więcej, tym szybciej osiągniesz swój cel.

Po czwarte: nic nie trwa wiecznie; nawet, gdy ze spokojem ducha będziesz już puszczał swojego psa, bo zwykle wraca na zawołanie, zawsze powinieneś mieć coś przy sobie, by choć dwa razy w tygodniu wzmocnić w nim przekonanie, że jest Super Psem.

Po piąte: kieruj się rozsądkiem; Twój pies puszczany luzem zawsze musi mieć na sobie adresówkę lub najlepiej GPS. Znaczna część zaginionych psów, ucieka podczas spacerów z właścicielem.

Trzymam kciuki za postępy waszych podopiecznych 🙂

Reklamy