Znacie to uczucie, gdy oglądacie sztuczkę iluzjonisty odartą z tajemnicy? Kiedy wiecie już na czym ona polega czar pryska i macie ochotę powiedzieć temu, który się zachwyca: przecież to żadna magia. Nie byłam w stanie się zachwycić podczas show Cezara Millana, choć słyszałam wyrazy zachwytu wokół mnie.

Szczegółowo przygotowane show, skrzętnie wybrane psy na scenę, udana oprawa. Opowieść Millana ubrana została w formę krótkich przypowiastek. O tym, że nie rozumiemy potrzeb naszych psów, nie widzimy co komunikują, a przecież żyjemy w stadzie. To naszym zadaniem jest pilnowanie proporcji między zasadami, granicami i rozpieszczaniem psów. Każda przypowiastka poparta była filmowymi przykładami nagrań z klientami Millana.

„Często rozmawiam z właścicielami psów, którzy mówią że ich psy stwarzają duże problemy. Jednak ja widzę przed sobą psa, który mówi mi: mój Pan jest niestabilny emocjonalnie”.

Kilka wyjść na scenę z psami miało pokazać, że przy odpowiednim podejściu duży ciężki pies nie musi ciągnąć na smyczy, że dwa małe psy mogą ładnie podążać za właścicielem, że pies nie powinien decydować kiedy podejmie jedzenie i w końcu, że można oduczyć psa wymuszania zabawy. Miało być łatwo, prosto i przyjemnie. American way.

„Zdejmij psu szelki, one są do ciągnięcia. Założymy mu smycz”. Behawioralną smycz treningową. Millan słowem nie wspominał jak ona działa, więc osoby, które może w życiu nie zastosowałyby awersji wobec swojego psa, właśnie to robiły. Do show wzięte zostały psy, które prawdopodobnie nigdy nie miały na sobie obroży, nie mówiąc już o smyczy behawioralnej. Efekt „Łał” murowany.

Przykład opanowywania emocji przy zabawie bardzo udany. „Poczekaj aż pies się uspokoi i wtedy rzuć mu piłkę”. Nagradzaj spokój, nie ekscytację.

A co było widać między słowami? Millan ma niezwykle przyjazną powierzchowność. Szybko łapie kontakt z ludźmi, jest ciepły, bardzo inteligentny i zabawny. Gołym okiem widać jego ogromne doświadczenie, spokój w pracy z psem i człowiekiem. Nie wymusza, lecz reaguje w odpowiednim momencie, niemal niewidocznym dla przeciętnego posiadacza psa. Łatwo poddać się sytuacji i odnieść wrażenie, że ma magiczną moc. Zaklinacz psów? Dla laika zapewne tak. Dla mnie naturszczyk, któremu można pozazdrościć jedynie intuicji.

Reklamy