Szukaj

Psi Bajzel

behawiorysta zoopsycholog Poznań

Gdyby schody były z dywanu…

Butch ma cudownego właściciela. Postanowił wynająć mieszkanie na parterze, po to by pies nie musiał schodzić z trzeciego piętra ze schodów, których nie lubi i które obciążają mu stawy. Obaj przeczekają okres wzrostu Butcha w niewielkiej kawalerce. Taki był plan.

Okazało się jednak, że Butch nie chce wejść do klatki schodowej w nieznanym dotąd miejscu. Cała rodzina zaangażowała się w namawianie psa do wejścia do środka. Były smaczki, zabawki, głaskanie, targetowanie. Kilka tygodni dzielnie walczyli. Wszelkie próby przymusu kończyły się tym, że 60kg Butcha siadało i było nie do ruszenia.

Żeby zrozumieć w czym problem, trzeba cofnąć się do okresu szczenięcego Butcha. Hodowca wydając psa powiedział właścicielowi, że pies nie może chodzić po śliskich powierzchniach, ze względu na stawy. Zatem Butch miał wszędzie rozłożone dywany. Nie znał kafli, kratek i innych powierzchni.

Zobaczcie efekt naszej pracy! 🙂

Reklamy
Featured post

Klatka kennelowa karą dla psa?

Widzicie to nieszczęście wypisane na pysku? Pierwszy raz na żywo spotkałam się z przykładem psa, któremu zbyt szybko i bez przygotowania wprowadzono klatkę.

Tytus jest w niej tak bardzo nieszczęśliwy, że w dzień wyje i załatwia się pod siebie, w nocy odstawia totalny cyrk. Właścicielka jest niewyspana, zamiast spać w swojej sypialni śpi na kanapie w salonie, w którym pies ma klatkę.  Sąsiedzi się skarżą.

Bez klatki się nie obejdzie, bo Tytus niszczy rzeczy, otwiera szafki w kuchni i wszystkie drzwi w domu. Z ogrodu przedostaje się do sąsiadów i niszczy co popadnie. Jest znudzony i poszukuje atrkacji.

Zmieniliśmy Tytusowi miejsce spania, które pozytywnie mu uwarunkowaliśmy.  Zajęliśmy trochę jego umysł. Pani Kasia mówi, że zaczyna odpoczywać. Tytus też ☺

Featured post

A dogs mind is a terrible thing to waste

Featured post

Dziecko i pies – wywiad

 

 

Featured post

Przygotuj psa na dziecko – niewidzialna bariera

Zarówno Twój organizm, jak i Twoja psychika przygotowują się na rewolucję po narodzinach dziecka przez kilka miesięcy ciąży. A ile czasu na przygotowanie pozostawiasz swojemu psu, który dotąd był pępkiem Waszego wspólnego świata?

Nawet jeśli Twój pies jest najgrzeczniejszy na świecie i wydaje Ci się, że jesteś go w 100% pewna, warto poświęcić trochę czasu na nauczenie go praktycznych umiejętności. Takich, które ułatwią Wam wspólne funkjonowanie w domu.

Do najbardziej pzydatnych z nich należy umiejętność omijania kawałka podłogi, na którym najczęściej leży maluch i jego zabawki. Gdy nie chcę, by pies podeptał i podrapał moje dziecko, ani by podkradał nie swoje zabawki, tworzę mu w głowie niewidzialną barierę, ucząc by jej nie przekraczał.

Do przeprowadzenia treningu potrzebujesz:

  1. ulubione smakołyki Twojego psa
  2. kliker lub słowo zapowiadające nagrodę, które zwykle używasz (np.”dobry pies!”)
  3. kocyk lub matę, które będą docelowym miejscem przebywania Twojego dziecka na podłodze (uwaga! dany kocyk musi pozostać dla psa niezmiennym elementem treningu. Nie możemy zmienić go po jakimś czasie na inny, ponieważ dla psa będzie to zupełnie nowa rzecz i cały trening będziemy musieli rozpocząć od nowa)

A teraz najważniejsze, czyli jak to zrobić?

Sednem treningu jest pokazanie psu, że najbardziej opłaca mu się przebywać poza kocykiem. Czyli w jego głowie staramy się stworzyć skojarzenie mówiące „tu dostanę michę”. Jednocześnie nie prowokujemy wchodzenia na kocyk. Przeciwnie, unikamy sytuacji, w której pies w ogóle na niego wejdzie, cały czas nagradzając go za przebywanie i poruszanie się poza jego obrębem. Ważne jest to, by nagradzać zarówno stanie poza kocykiem jak i poruszanie się wzdłuż niego. Pamiętajmy o tym, że każdy bok koca będzie dla psa czymś innym, więc każdy bok warunkujemy osobno.

Po kilku, kilkunastu sesjach możemy sprawdzić, czy pies zrozumiał nasz trening, przywołując do siebie psa, gdy ten znajduje się po przeciwnej stronie koca. Jeśli przybiegnie do nas po kwadracie, a nie przez koc – mamy to!

Jak wybrać imię dla psa?

Imię dla psa jest dla nas nie mniej ważne jak to dla dziecka, choć pełni inną funkcję.
Ma nam ułatwiać komunikację z naszym ulubieńcem. W psim rozumieniu imię oznacza „Teraz będzie działo się coś fajnego!”. Zatem gdy wołam „Diego!”, Diego rozumie, że za chwilę będzie głaskanie, zabawa albo micha i zaczyna merdać ogonem.

Najefektywniej jest wybrać imię jedno lub dwusylabowe, które będzie odróżniało się od innych słów używanych na co dzień.

Dobra wiadomość – imieniem psa nie skrzywdzimy!

Poniżej moje Top 10 ulubionych imion, z którymi spotkałam się podczas konsultacji:

1.Tetris
2.Pixel
3.Komar
4.Pepsi
5.Pies
6.Nicpoń
7.Kazik
8.Korek
9.Bejb
10. Tequila

Porady w Maxi Zoo

Z okazji 5 urodzin Maxi Zoo miałam okazję udzielać porad behawioralnych klientom sklepu. Zakres problemów z jakimi przychodzili właścicele był bardzo szeroki, od nadmiernego szczekania, przez lęk separacyjny, lęk przed obcymi, ciągnięcie na smyczy aż po kota, który nie akceptuje dotyku.

To był bardzo miły dzień.

Na zdjęciu zupełnie bezproblemowy, przecudny Bruno 🙂

Baja i Bongo opanowują emocje

Rodzeństwo Parson Russel Terrierów potrafi zamienić dom w pole bitwy na poduszki:

Jedną z umiejętności, nad którą warto z nimi pracować jest opanowanie emocji. Poniższe ćwiczenie uczy ich czekać i myśleć. A właścicielka dostaje narzędzie do opanowania dwóch żywiołów.

Jak poradzić sobie z lękiem separacyjnym – przykład idealny

Praca właścicieli Zary może posłużyć jako przykład dla wszystkich, którzy zastanawiają się nad wprowadzeniem klatki dla swojego psa.

Pod nieobecność właścicieli Zara stopniowo wyjadała podłogę, drzwi i różne przedmioty codziennego użytku znalezione pod nieobecność właścicieli. Szczęśliwie miała w domu klatkę. Znała ją, lecz nigdy nie była w niej zamykana.

Właściciele przez miesiąc pracowali nad treningiem klatkowym i voilà! Zara zostaje w klatce i śpi. Nie ma już możliwości ani potrzeby niszczenia w domu, bo pod nieobecność właścicieli odpoczywa w klatce.

Brawo za spokój, konsekwencję i cierpliwość!

Cesar Millan – mały meksykański iluzjonista

Znacie to uczucie, gdy oglądacie sztuczkę iluzjonisty odartą z tajemnicy? Kiedy wiecie już na czym ona polega czar pryska i macie ochotę powiedzieć temu, który się zachwyca: przecież to żadna magia. Nie byłam w stanie się zachwycić podczas show Cezara Millana, choć słyszałam wyrazy zachwytu wokół mnie.

Szczegółowo przygotowane show, skrzętnie wybrane psy na scenę, udana oprawa. Opowieść Millana ubrana została w formę krótkich przypowiastek. O tym, że nie rozumiemy potrzeb naszych psów, nie widzimy co komunikują, a przecież żyjemy w stadzie. To naszym zadaniem jest pilnowanie proporcji między zasadami, granicami i rozpieszczaniem psów. Każda przypowiastka poparta była filmowymi przykładami nagrań z klientami Millana.

„Często rozmawiam z właścicielami psów, którzy mówią że ich psy stwarzają duże problemy. Jednak ja widzę przed sobą psa, który mówi mi: mój Pan jest niestabilny emocjonalnie”.

Kilka wyjść na scenę z psami miało pokazać, że przy odpowiednim podejściu duży ciężki pies nie musi ciągnąć na smyczy, że dwa małe psy mogą ładnie podążać za właścicielem, że pies nie powinien decydować kiedy podejmie jedzenie i w końcu, że można oduczyć psa wymuszania zabawy. Miało być łatwo, prosto i przyjemnie. American way.

„Zdejmij psu szelki, one są do ciągnięcia. Założymy mu smycz”. Behawioralną smycz treningową. Millan słowem nie wspominał jak ona działa, więc osoby, które może w życiu nie zastosowałyby awersji wobec swojego psa, właśnie to robiły. Do show wzięte zostały psy, które prawdopodobnie nigdy nie miały na sobie obroży, nie mówiąc już o smyczy behawioralnej. Efekt „Łał” murowany.

Przykład opanowywania emocji przy zabawie bardzo udany. „Poczekaj aż pies się uspokoi i wtedy rzuć mu piłkę”. Nagradzaj spokój, nie ekscytację.

A co było widać między słowami? Millan ma niezwykle przyjazną powierzchowność. Szybko łapie kontakt z ludźmi, jest ciepły, bardzo inteligentny i zabawny. Gołym okiem widać jego ogromne doświadczenie, spokój w pracy z psem i człowiekiem. Nie wymusza, lecz reaguje w odpowiednim momencie, niemal niewidocznym dla przeciętnego posiadacza psa. Łatwo poddać się sytuacji i odnieść wrażenie, że ma magiczną moc. Zaklinacz psów? Dla laika zapewne tak. Dla mnie naturszczyk, któremu można pozazdrościć jedynie intuicji.

Cała prawda o przywołaniu 

Jedno jest pewne: nie ma idealnego przywołania. Pies to nie maszyna i nawet, gdy przepracujesz przywołanie awaryjne, to zdarzy się, że będziesz musiał gwizdnąć dwa, trzy razy zanim do Ciebie przybiegnie. Jestem sceptyczna też jeśli chodzi o przywołanie uczone na obroży elektronicznej. Wprawdzie prędzej przywołamy w ten sposób psa goniącego za królikiem, ale już nie mamy pewności, że bez obroży tego nie zrobi. Choć wielu w to wierzy.

Natomiast bez problemu, pracując z psem regularnie i w pozytywny sposób, możemy osiągnąć 90% przywołania, również w trudnych warunkach. Na przykład, gdy pies jest wśród innych psów lub ludzi, których uwielbia. Jak to zrobić?

Recepta na przywołanie

Po pierwsze: Uświadom sobie, że nauka dobrego przywołania to proces. Nie zrobisz tego w tydzień, nie zrobisz w miesiąc, może uda Ci się w rok.

Po drugie: Gdy już odpuścisz sobie wysokie oczekiwania wobec psa – Have Fun! – bądź dla psa atrakcją tak dużą, jak dla Ciebie było wesołe miasteczko w dziecińswie. Miej w zanadrzu dużo niespodzianek i stopniuj atrakcje.

Po trzecie: nie przepuszczaj żadnej okazji, by ćwiczyć. Im więcej, tym szybciej osiągniesz swój cel.

Po czwarte: nic nie trwa wiecznie; nawet, gdy ze spokojem ducha będziesz już puszczał swojego psa, bo zwykle wraca na zawołanie, zawsze powinieneś mieć coś przy sobie, by choć dwa razy w tygodniu wzmocnić w nim przekonanie, że jest Super Psem.

Po piąte: kieruj się rozsądkiem; Twój pies puszczany luzem zawsze musi mieć na sobie adresówkę lub  GPS. Znaczna część zaginionych psów, ucieka podczas spacerów z właścicielem.

Trzymam kciuki za postępy waszych podopiecznych 🙂

So small, so evil

Wielkość Leszka jest odwrotnie proporcjonalna do ilości problemów jakie mają z nim właściciele. Począwszy od wymuszania uwagi do tego stopnia, że nie można zamknąć się samemu w łazience przez nadpobudliwość, niechęć do wychodzenia na dwór,strach przed sprzętami kuchennymi aż po najgorsze – załatwianie się w domu, a właściwie zalewanie mieszkania siuśkami i robienie kupy „na złość”.

Jednym słowem Leszek jest ABSORBUJĄCY.

Ponad dwie godziny rozmawialiśmy o tym, co możemy zrobić, by poprawić sytuację.

Na ten moment Leszek zakochał się w swoim miejscu, gdzie spędza dużo czasu na odpoczynku. Dzięki temu nie wymusza uwagi,  by znaleźć się na rękach właścicieli i pozwala im na wyjście z domu lub pójście do łazienki (wcześniej obszczekiwał ich, gdy tylko widział, że gdzieś się wybierają).

Leszek jest spokojniejszy, szanuje przestrzeń właścicieli. Szybko zrozumiał jakie są zasady.

Pozostaje jeszcze załatwianie się w domu. Przed nami zwiększenie kontroli  poruszania się Leszka po mieszkaniu i wzmacnianie załatwiania się na dworze.

Jestem dobrej myśli ☺

21.01.2017:

Dziś Lechu rozpoczyna nowy etap w swoim życiu zamieszkując w transporterku. Transportereczku 😉

Blog na WordPress.com.

Up ↑